Festiwal DJP2

Poprzednie edycje FDJP2

Zostań redaktorem portalu FDJP2

Strony internetowe dla parafii

Newsletter FDJP2

Interesują Cię wydarzenia religijne i kulturalne związane z osobą Jana Pawła II?Newsletter FDJP2 jest dla Ciebie! Zapisz się już teraz!

FDJP2

"Składakami" do naszego Papieża

Autor: ks Jerzy Garda

1 VIII 1979 r. Na placu św. Piotra w Rzymie podczas audiencji generalnej z Ojcem Świętym Janem Pawłem II dziesiątki tysięcy pielgrzymów mogło ujrzeć niewielką, bo liczącą 28 osób, grupę młodzieży z Polski, trzymającą transparent z napisem: „PIELGRZYMKA ROWEROWA DO OJCA ŚWIĘTEGO Z KRAŚNIKA”. Co kryło się za tym transparentem i co było przyczyną, że grupa radosnej, rozśpiewanej, chociaż trochę zmęczonej młodzieży z dalekiego Kraśnika i po części z innych miast Polski (Chełma, Lublina, Radomia) znalazła się przy boku Namiestnika Chrystusowego.

Cofnijmy się kilka miesięcy wstecz, kiedy to Polak kard. Karol Wojtyła został powołany na Stolicę Piotrową. Wtedy to przyszła mi myśl , aby wybór w jakiś sposób uczcić. Może pielgrzymką ? I to taką prawdziwą. Młodzieży, której uczyłem w Kraśniku, nie trzeba było tego dwa razy proponować. Już 25 X 1978 r. zapadła decyzja – jedziemy w wakacje do Ojca Świętego rowerami.

Wprawdzie chętnych do jazdy było bardzo wielu, ze względu jednak na charakter tego rodzaju pielgrzymowania liczba uczestników nie mogła być za duża. Z czasem wyjazd zaczął nabierać realnych kształtów – oczywiście dla nas, gdyż niewielu z naszych znajomych wierzyło w możliwość pokonania dość trudnej trasy przez niezawodowych kolarzy. W tych trudnych dla nas chwilach pociechą i otuchą była modlitwa w intencji pielgrzymki, zwłaszcza do Matki Najświętszej, którą obraliśmy za Patronkę naszej wyprawy i specjalne apostolskie błogosławieństwo, jakie przysłał nam Ojciec Święty. I chyba dzięki temu przezwyciężyliśmy wszystkie trudności. A było ich naprawdę niemało.

I wreszcie pamiętnego 8 lipca 1979 r. nasza grupa wyjechała na „podbój” Rzymu. Z Kraśnika pojechaliśmy w kierunku Częstochowy. Wprawdzie była krótsza droga, ale chcieliśmy naszą pielgrzymkę polecić Jasnogórskiej Pani, aby przez cały czas nad nami czuwała. Z Częstochowy trasa wiodła przez Kraków do Wadowic. W Wadowicach Msza Św. w kościele parafialnym i niezapomniane spotkanie z ks. Proboszczem Edwardem Zacherem. W Cieszynie przed przekroczeniem granicy, drobna „kosmetyka” techniczna rowerów, z których dwa zostawiliśmy ze względu na zły stan techniczny jeszcze przed Częstochową, przegląd „Biedronki” i przyczepki, na której jechały wszelkie bagaże i prowiant. „Biedronka”- to samochód „Żuk”, który został przez pielgrzymów „przechrzczony” jeszcze w Kraśniku. Na granicy w Cieszynie zainteresowanie zrozumiałe: takiej pielgrzymki jeszcze tutaj nie było. Szybka odprawa paszportowa-celna, ostatnie spojrzenie na Polskę, pozdrowienia dwóch tatusiów, którzy przyjechali do Cieszyna pożegnać swoje pociechy i pierwsze kilometry w Czechosłowacji w kierunku Bratysławy. Teraz dopiero każdy docenił treningi jeszcze przed wyjazdem w Polsce. Posiłki przygotowywaliśmy sobie na turystycznej kuchni gazowej, nocleg pod namiotami. Codziennie mieliśmy Mszę Św. celebrowaną wspólnie z ks. Marianem Matusikiem, moim kolegą, który jechał z nami. Z Bratysławy jechaliśmy przez Wiedeń w kierunku Alp, o których przed wyjazdem słyszeliśmy całe legendy. Lecz dla nas najważniejszym zadaniem w tej chwili było zdobycie tych gór siłą własnych mięśni. Szepcząc "Zdrowaśki", mijani przez „ryczące” samochody, naciskaliśmy silniej na pedały. To wszystko dla Ciebie, Ojcze Święty..... . Austria żegnała nas, a Italia witała ulewą. Pierwszy nocleg we Włoszech był jedyny w swoim rodzaju – na cmentarzu. Zatrzymaliśmy się tam zaraz za Tarvisio, by odprawić Mszę Św. i zjeść obiad. W międzyczasie rozpadało się i nie było mowy o dalszym zjeżdżaniu z gór.

Po drodze do Rzymu zwiedzaliśmy piękną, ale zaśmieconą Wenecję, następnie Ravennę. Oczywiście nie ominęliśmy miasta św. Franciszka – Asyżu, tutaj oprowadzał nas, zawsze pełen przeogromnej życzliwości dla swoich rodaków – brat Młodożeniec.

28 lipca kilka minut po godzinie 12 wjechaliśmy na plac Św. Piotra . Serca wszystkich wypełniła wielka radość i wdzięczność Bogu, że pozwolił nam dotrzeć do Stolicy Chrześcijaństwa w pełnym zdrowiu, bez żadnego wypadku. Dwie pielęgniarki dyplomowane, które razem z nami jechały, też na rowerach, miały prawdziwy „urlop” od swojej pracy zawodowej. Ale Ojca Świętego nie było w Rzymie. Udaliśmy się jeszcze tego samego dnia w kierunku jego letniej rezydencji w Castel Gandolfo, nocując pod namiotami przy starożytnej drodze Appijskiej (Via Appia Antica). Rankiem następnego dnia przybyliśmy na rynek Castel Gandolfo. W południe odmówiliśmy z Ojcem Świętym Anioł Pański, następnie rozgościliśmy się w rezydencji, którą dla nas na czas pobytu w Castel Gandolfo przygotował. Wieczorem tego samego dnia udaliśmy się do rezydencji Jana Pawła II na prywatną audiencję. Kiedy przyszliśmy do ogrodu papieskiego Ojciec Święty kończył kolację. Umililiśmy mu ostatnie chwile posiłku śpiewając pod oknami rezydencji. Chcieliśmy w tym momencie wyśpiewać całą naszą radość z osiągniętego celu naszej pielgrzymki i mającego się za chwilę odbyć spotkania z Najwyższym Pasterzem.

Na krótko przed godziną 20 ukazał się we drzwiach Ojciec Święty, rozpościerając szeroko ramiona jakby chciał powiedzieć: jak bardzo się cieszę, że was widzę, czekałem na was. Zbliżył się do nas i poprosił do ogrodu, abyśmy tam spędzili z nim wieczór. Ogromnie się wzruszył ujrzawszy tak młodziutkich (najmłodszy miał 14 lat), ale dzielnych pielgrzymów.

Rozmowom i śpiewom nie było końca. Zresztą Ojciec Święty był ciekaw w najdrobniejszych szczegółach zarówno przygotowań, jak również samej pielgrzymki. W międzyczasie Siostry Sercanki – Polki, pełniące swą posługę przy Ojcu Świętym przyniosły ciastka, którymi Papież nas częstował i sam jadł kończąc w ten sposób swoją kolację. Pod koniec audiencji ofiarował nam podpisaną przez siebie książkę ze swymi przemówieniami i różaniec. My zaś wręczyliśmy pamiątki: krzyż upleciony ze słomy przez artystę ludowego z Tarnogrodu i piękną stułę z motywami polskich kwiatów, którą specjalnie dla Ojca Świętego wyhaftowała moja mama.

Papież nie żegnał się z nami, lecz zaprosił na następny dzień do swojej prywatnej kaplicy. Rankiem udaliśmy się do niej. Mieliśmy szczęście z ks. Marianem celebrować Mszę Św. z Ojcem Świętym. Wszyscy pielgrzymi otrzymali Komunię Św. z rąk Papieża. Była to Msza szczególna, nie podobna jej zapomnieć do końca życia. Po Mszy Św. Jan Paweł II znów poświęcił nam wiele swojego cennego czasu. Przez resztę poniedziałku, wtorek i środę do południa zwiedzaliśmy Rzym pod przewodem s. Zofii Zdanowicz ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi. W środę po południu udaliśmy się na plac Św. Piotra na audiencję generalną. Zabraliśmy z sobą oczywiście transparent, instrumenty (akordeon, gitarę, tamburyn) i wypoczęte głosy. Czas oczekiwania na przybycie Ojca Św. umilaliśmy pielgrzymom śpiewem piosenek religijnych. Nasz śpiew skomentował potem Ojciec Św.: „ci, co śpiewali, to jest młodzież z Kraśnika, która przyjechała do Rzymu na rowerach”.

Cóż, nasz czas pobytu na ziemi włoskiej kończył się. Trzeba było zacząć myśleć o powrocie do Polski. W czwartek z rana udaliśmy się na pożegnanie. Ojciec Święty skierował do nas bardzo czułe i ciepłe słowa i dziękował za przyjazd. Powiedział m.in.: „Jeździłem do Krakowów, Poznaniów, Częstochowów, a Kraśnik do mnie przyjechał”, prosił o modlitwę za niego i z nim. Na koniec uściskał każdego z nas, ucałował jak najlepszy Ojciec i udzielił nam i naszym najbliższym swojego błogosławieństwa.

Odchodziliśmy ze smutkiem, że cudowne chwile z nim już się kończą, ale jednocześnie serca nasze wypełniała niezmierna radość, że swoim przyjazdem, mową polską i śpiewem sprawiliśmy mu tyle radości. Niemałe trudy pielgrzymowania okazały się niczym wobec ogromnej radości i szczęścia przebywania z nim. Spotkanie z Ojcem Świętym jest czymś niezwykłym i niepowtarzalnym. Dopiero wtedy zrozumiałem ten entuzjazm Włochów dla Papieża, jaki wyrażali w spotkaniach z nami na trasie, trąbiąc klaksonami albo w sklepach w czasie czynienia zakupów. Mówili o nim: „to wielki Papież”, „to nasz kochany Ojciec”.

To właśnie ze względu na Ojca Św. Włosi darzyli nas, Polaków, niezwykłą serdecznością, zresztą tego samego doświadczyliśmy w Austrii i Czechosłowacji. W powrotnej drodze dotknął nas kryzys paliwowy, ale dla naszej „Biedronki” benzyna zawsze się znajdowała tam, gdzie dla innych samochodów jej nie było.

Godna podziwu była postawa mojej młodzieży kraśnickiej, gotowej do poświęceń, wysiłku i wielu wyrzeczeń dla Papieża, postawa bezgranicznego zaufania Bogu i Matce Najświętszej w sytuacjach bardzo trudnych i niespodziewanych, których bardzo wiele mieliśmy w czasie naszej pielgrzymki. W pamięci pozostały mi słowa jednej z najmłodszych uczestniczek pielgrzymki – małej Eli (którą sam Ojciec Święty nazwał „Bambino”), kręcącej dzielnie pedałami przez całą drogę: że „dla Ojca Świętego chciałaby się jeszcze bardziej zmęczyć, tak, by po ostatnim etapie niemal paść ze zmęczenia ....”

Zobacz zdjęcia z tego przedsięwzięcia